wtorek, 16 września 2014

każdą porażkę obraca się w triumf



W życiu dążymy do wygranej, ponieważ przegrywanie nie jest przyjemne. Porażki stają się jednak łatwiejsze, kiedy mam przytulne otoczenie, cudownych ludzi wokół i miłą pracę.
Kiedy myślisz o wygrywaniu zawsze wydaje się to takie triumfalne. Wielkie brawa, fajerwerki, wielkie zwycięstwo. Ale czasem te zwycięstwa zupełnie takie nie są. A porażki mogą nas przytłaczać.
Często zdajesz sobie potem sprawę, że nie chodzi ani o te sukcesy, ani o przegrane. Czasem zrobienie czegoś, dla kogoś, po coś- może być samo w sobie sukcesem. Może to prawda. Nie ma znaczenia czy wygrywasz, czy przegrywasz, dopóki jesteś w grze.

prezentuję moją miłą przestrzeń :)
i zapraszam na INSTAGRAMA






czwartek, 24 lipca 2014

nadmorskie łupy


Witajcie po długiej przerwie. Z racji, że mamy wakacje, czasu wolnego trochę więcej w zapasie. Wróciłam z urlopu i postanowiłam podzielić się moimi zdobyczami :)


IKEA latarenka 16zł


IKEA serwetki+świeczuszki 6zł



EMPIK dyfuzor zapachowy -70% 6,60zł


IKEA kartony 8zł




IKEA karafka 5zł

Urlop w stu procentach udany !

czwartek, 29 maja 2014

wspólne obcowanie


                             

                                Nieświadoma adopcja, czyli cała prawda o dzieleniu przestrzeni z mężczyzną


Najpierw randki, spotkania na mieście, później coraz częstsze wizyty w domu. Kolejny etap to „pomieszkiwanie”, aż wreszcie przychodzi moment, kiedy wypada zastanowić się nad obcowaniem na co dzień we dwoje. Decyzja spontaniczną nie jest, bo zwykle jest poddawana długiemu procesowi przemyśleń. Wpuszczamy więc mężczyznę za próg naszego domu, a potem...

            Należy nakarmić, napoić, pogłaskać. Od czasu do czasu tupnąć nóżką i podnieść głos, by bałaganu nie narobił. Trzeba czuwać, w przeciwnym razie rzeczy dziwne dziać się mogą. Suszarka na kuchennym stole, na miejscu spiżarnianych słoiczków- kosmetyki z łazienki, a to co jeszcze przed chwilą było krzesłem z IKEI, teraz pełni funkcję kosza na bieliznę.
Musimy nabrać nowych nawyków. Należy zapomnieć o wszelkiego rodzaju, leżących w naturze kobiet- przenośniach i metaforach. Tylko proste komunikaty typu „nie ruszaj”, „zostaw”. Musimy wyrzec się formułowania skomplikowanych poleceń typu: załaduj zmywarkę, bo i owszem naczynia zostaną do niej schowane, ale po kilku godzinach zorientujemy się, iż sprzęt nie został włączony, toteż proces czyszczenia się nie odbywa. I w jakich naczyniach podamy kolację?
Jadłospis tylko i wyłącznie ustalany wspólnie. Nagle okazuje się, że musisz zrezygnować z sałatek, lekkich zupek kremów, czy owocowych przekąsek, gdyż nowy lokator wyznaje zasadę: obiad to mięso. Mielone, schab, gotowane, smażone, duszone- obojętnie- więc i tak idzie na rękę, ale mięso i koniec kropka. Do cotygodniowej większej listy zakupów dodawać trzeba całą serię męskich umilaczy podniebienia tj. piwo, chipsy, paluszki, orzeszki- słowem, to wszystko, czego ty na ogół unikasz jak ognia, gdyż jesteś na permanentnej diecie.
Sprzątanie- kolejna burzliwa kwestia. Koszulki, majtki, skarpetki z podłogi same się nie podniosą. Płeć żeńska musi więc i nad tym czuwać. Odkurzać nie ma po co, bo i tak piasek z dworu się naniesie, a kot gubi sierść cały rok. Pościelenie łóżka też leży w kobiecym obowiązku. Wytłumaczenie mężczyzn? Przecież sypialnię i tak się zamyka, toteż goście nie zauważą nieporządku.
Wszystko co będzie miało awarię ze sprzętów codziennego użytku, ale takich jak: telewizor, komputer, drukarka, będzie winą kobiet, bo zwyczajnie rzecz jasna urządzeń tych obsługiwać nie potrafimy.
„Wspólnota majątkowa” niby działa, bo raz ty coś kupujesz, raz on,  ale zazwyczaj nagle okazuje się, że żadne z was nie ma pieniędzy i trzeba buszować po całym mieszkaniu, sprawdzać kieszenie w poszukiwaniu drobnych na bułki.
Spotkanie z kolegami. Wybranek nie daj co, umówi się na posiedzenie z przedstawicielami płci męskiej. A jak wiadomo, finał będzie taki, że wszyscy się spiją. Kumple wyjdą, a my zostajemy z istotką o zacieszonym wyrazie twarzy i plączących się nóżkach, łaknącą głaskania i tulenia i w kółko powtarzającą, jaka to jesteś kochana, śliczna.
Dnia następnego musisz takie stworzenie dobudzić, napoić, zagonić do kąpieli, nakarmić i doglądać do popołudnia, czy przypadkiem nie jest gorzej.
Lubię moje pieniądze w miejscu, w którym mogę je widzieć… wiszące na wieszakach w mojej szafie. To stwierdzenie nie ma racji bytu, kiedy pod dachem jesteś ty i twój wybranek, który nie rozumie i zrozumieć nie próbuje, a nawet ba- nie mieści mu się w głowie jak tak można...Ale za to wieczór sportu, to według niego przecież idealny pomysł na spędzenie czasu dla każdej kobiety.
 Jakkolwiek by nie było to nic, w zestawieniu do miłości jaką darzymy tego osobnika. To wszystko jest niczym przy codziennych całusach w czółko, dawanych pod wpływem pozytywnych uczuć, tuleniu się przed telewizorem i patrzenia rano na męski wyraz twarzy przy pochrapywaniu : )

niedziela, 2 marca 2014

barwy szczęścia



Subtelne, delikatne, lekkie i przyjemne. Odcienie pasteli non stop w modzie. Wciąż zachwycają kobiety. Od kilku dobrych sezonów można zauważyć owe barwy, jako dominujące na ulicach niejednego kraju. Moda, ale również i wnętrza. Pastele dumnie wkroczyły i w tą dziedzinę. Rozjaśniają pomieszczenia i nadają im lekkości. Salony, sypialnie, jadalnie coraz to częściej są urządzane w pudrowych kolorach. Ściany, ramki, doniczki, firanki z przyjemnością wybierane są w odcieniach jasnej mięty, lekkiego błękitu, czy subtelnej brzoskwini. Pastelowe kompozycje zawsze prezentują się efektownie i stylowo.
Sama bezgranicznie uwielbiam takie kolory, choć dobieram je z umiarem jeśli chodzi o garderobę. Zwykłam nosić ciemniejsze barwy, więc teraz stopniowo się oswajam. Niebanalne rzeczy o takich to kolorach tworzą w pokoju gustowne ekspozycje i dodatki. I szalenie je lubię : )
Wczoraj zasiadłyśmy przed telewizor w celach rozrywkowych. Jak to my- szalone, z czasem sławne piosenkarki, wychwytujemy niebanalne nuty i osobowości w programach talent show. Od czasu do czasu wznosiłyśmy też w górę jabłkowe smaki, które igrają z naszymi kubkami smakowymi. Somersby raz proszę ! Miłej, zgniłej niedzieli ! : )
Kilka ostatnich zdjęć to moje nowe zdobycze, o .




http://cdn-wn.pullit.pl/media/catalog/cache/60KkDYRSU%252FdBxkc9Heyvo3wT83ZruZR7DfscKE6nz6lP2Lf6%252BE9Wbwjk7j9g/pastelowe-krzesla.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdMUEqrV2YuYimNPez6Jx1igYjZ3AC5cIDTzvVzNmXnevOwaW0wqFx4PJp6tcKyt_ipjb9qVwam_DUMBzZZQfazKaRHYb2uVGNNc6v_xfQpLXpH0ug6q9q39nQypGOfFndVk6PCEiC7TJd/s1600/pastelowa+kuchnia.jpg


http://img.zszywka.pl/0/0083/w_3311/design/pastelowe-balony.jpg







nie mogłam jej nie wziąć ! Jest cudna !


kolejna szminka z Wibo. Tym razem mocniejszy kolor. Nr 4



Nr 1 i nr 4



niedziela, 16 lutego 2014

dres, no stres



Radość kwitnie, kiełkuje powoli. Mimo drażnień, zaciśniętych piąstek i kilku krzyków. Niech uśmiech próbuje uporczywie się wdrożyć. Niech po prostu będzie. Nadal czuję zimę. Przypominają mi o tym bezradne zimne dłonie i ta paskudna szara przestrzeń nad nami. Marzę o błękicie nieba. Wywołajmy więc go i ucieknijmy stąd. Wierzę w pomyślność wypowiedzianych ( nie na głos) powyższych słów. 

Nastała pora na błyszczyki i maskary. Większość kobiet dnia każdego poświęca niemałą ilość czasu na 'pokolorowanie' siebie. Makijaż. Wszechobecny i pożądany. Jak dla mnie- dodaje pewności siebie i jest wyrazem wyczucia estetyki. Kreuje także nasz wizerunek. Malujemy się dla samych siebie, dla mężczyzny, ale i dla innych kobiet. Tak właśnie jest. Podkreślone usta, czy zgrabnie wywinięta kreska na powiece to, coś co podkreśla naszą płeć.
Ja jednak w dni takie jak ten- kiedy mam do czynienia z nudną nudą i zgnilizną dnia niedzielnego i pląsam w dresie po domu, jestem sauté. Dziś odpoczywam, choć bez tuszu czuję się goła. Zwiedzam sobie foldery zdjęciowe i rozkoszuję się wolną chwilą.
Posiedzę tu z Wami chwil kilka i wrócę do myśli swych i łyków herbaty piernikowej, czekając na jutro.








Lubię dużo wiedzieć i dużo pytać- więc: jak u Was wygląda kwestia makijażu ? ;>

A zdaną sesję wynagrodziłam sobie butami i dresem. Kubki smakowe miały zaś przyjemność obcować z pizzą.






piątek, 7 lutego 2014

A szczęście tak niestabilne ...


Nie wolno się bać. Ja jednak nie śpię spokojnie i nie czuję w powietrzu zapachu udanych chwil. Patrzę przez okno na świat i w oczach mam zmartwienia. A moje małe metr sześćdziesiąt cztery chciałoby być wypełnione radością od koniuszków palców, po sam czubek głowy. Co jednak, gdy otaczająca aura nie sprzyja rozwojowi w tą lepszą stronę ? Udaj, że nie widzisz smutku. Nie pytaj, nie rozczulaj się. 
Mechanizm ze wskazówkami zwany pospolicie zegarkiem odlicza czas w jakimś zastraszająco-przerażającym tempie i nie chce reagować na prośby gdy cichutko mu szepczę: proszę, zwooolnij. A ja zamiast rozczulać się w trwającym od dziś 'wypoczywaniu', nadal jestem kłębkiem nerwów, trochę też smutków i ogólnego niezrozumienia dla świata i ludzi. Nie chcę myśleć o przyczynach i skutkach. O tym co znajdzie się w magicznej rubryce przeznaczonej na ocenę z ostatniego egzaminu. Wcale nie chcę o tym myśleć. Niesprawiedliwości świata dopadają mnie zbyt często i ze strony każdej. Spadają na mnie w postaci dziwnych zbiegów okoliczności. Skupiają się właśnie na mojej osobie i śmieją się głośno w twarz, podczas gdy inni rozczulają się i pławią w swych dużych euforiach. O, zgrozo !
Zgubiłam pokłady szczęścia, figlarność. Drżę. Błądzę w labiryncie. A Nici Ariadnej nikt nie podaje. Czekam na czas zwany "jest znośnie", czekam na nasz raj. Nadzieję raz, poproszę ! I wierzmy. Wierzmy mocno ...






Ciacho powstało z przepisu z tego oto bloga: http://prostepotrawy.blogspot.com/















Łupy z IKEI